© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
Choć słoneczko od rana po niebie się pięknie przemieszczało, to ten zimny porywisty wiatr wywiał całe moje ciepełko. Ale jak na grudzień, to nie ma co marudzić. Chadzam po lasach i nadal wypatruję- czego- ano pozostałości choćby maleńkiej niedawnej grzybowej świetności. Dzisiaj były na posterunku całkiem młode i ładiusie maślaczki. Zebrałam od średnich po całkiem spore aż 14 szt. I to by było moje grudniowe trofeum. O borowikach ani nie marzę. A ten nasz wielkopolski niedawny sezon był całkiem udany, choć krótko trwający...………...
Dzisiaj poszwendałam się i w iglastych lasach, gdzie powitały mnie już prawie zgniłe opadłe z krzewów liście. Lato tego roku suche było, deszczem skąpiło, tak że sezon w Wielkopolsce można było rozpocząć od oglądania dokonań koleżanek i kolegów portalowych. Nic, zero prawie absolutne aż do końcówki sierpnia, kiedy to i u mnie grzybkiem sypać zaczęło. Początkowo trzeba było trafnie określić kierunek wysypu, bo nie tak po całości posypało. I tak rozpoczął się długo wyczekiwany okres- koniec lata, i prawie początek jesieni, to była prawdziwa kumulacja. Wtedy to już podgrzybek, koźlak, czy borowik były osiągalne i to w sporych ilościach wszędzie po moich okolicach. Szalałam po lasach za wszystkie te przed laptopem spędzone na oglądaniu fotek chwile. Wszystkie kosze były na pokładzie i z wielką radością, czy to skwar, czy mżawka szalałam po lasach. Nożyk nie miał odpoczynku. Suszarki chodziły na okrągło, a ja cała w grzybach. Las, potem przetwórstwo. W pamiętnym dla mnie dniu 13,10,2019 zaszalałam na całego. Zbiór- piękne słoiczkowe podgrzybki na grubaśnych nóżkach w ilości 23 kg. Częściowo rozdane, reszta kulinarnie przetworzona. Był to ten jeden jedyny raz, gdzie obracaliśmy z pełnymi koszami co rusz do samochodu. Pamiętam, że nie daliśmy rady dojść do naszego kultowego miejsca. Stale, w tym samym kwartale lasu pod stopami jawiły się nowe cudne osobniki całymi stadami. Później zbieranie moje przeszło w cykl "normalny" czyli kosz, góra dwa, chyba, że i do eko-torby coś trafiło. Końcówka października okazała się na moim terenie tak jakby końcem błogiego okresu wszędogrzybia. Zaczęły zdarzać się lasy, gdzie trzeba było się za grzybkiem troszkę nachodzić. Jeszcze listopad okazał się okresem zbieractwa, poprzetykanym z szukaniem i to bardzo usilnym. Zawsze coś tam wyszperałam. Cóż mogę na zakończenie dodać:? ano to, że jak latem było potwornie sucho, to od września deszcz gonił deszcz. Padało na potęgę, nieraz cały dzień, aby nazajutrz padać całą noc. U nas podejrzewam, że nie załamanie pogody z delikatnymi przymrozkami szkodę wyrządziły, lecz deszcze. W lesie było potwornie mokro. Ściółka nasączona- do dziś właściwie- jak przysłowiowa gąbka. W tej chwili w lasach liściastych, opadłe już liście są mocno podgnite, zbite od deszczów, a pod nimi bagnisko. Pamiętam rok ubiegły, gdzie jesień była mnie opadana, a z większego grzybobrania przywiozłam pełen kosz zmrożonych, lecz młodych podgrzybków 27,11,2018roku. Nie narzekam- sezon bardzo obfity, choć jak pisałam i nie za długi. Obłowiłam się we wszystkie gatunki- nawet w borowiki- ususzone czekają na wigilię. W lasach spędziłam setki godzin i przedeptałam setki kilometrów. Grzybów nazbierałam też setki kilogramów. Jestem zadowolona, i znajomi oraz rodzinka także. Mam tylko nadzieję, że przyszły sezon będzie temu podobny, lecz bardziej w czasie rozciągnięty. Serdeczności dla wszystkich - wraz z cieplutkimi pozdrowieniami.:)