duża wersja fotografii z doniesienia

fotografia z grzybobrania
© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii, a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
Witajcie ludziska! Sezon zakończony na zewnątrz! Za oknem mam 10 cm śniegu i mrozik do -5 w nocy. Ale w tym roku grzyby same mi się pchają w szpony. Obok łóżka mam doniczkę z "szablami" i w niej wyrosły mi dwa grzyby kapeluszowe! Nie wiem jakie, może ktoś podpowie. Jednego owocnika pół roku temu juz tam miałem, wyrzuciłem. Teraz wyrosły dwa kolejne. Nawet nie muszę chodzić na grzyby bo mam je koło łóżka, nawet w zimie mam grzyby. Co Wy na to powiecie?Szkoda że nie mogę zamieścić więcej zdjęć bo zima za oknem urocza. Pozdrawiam Wszystkich grzybiarzy. Niżej esej na zakończenie sezonu.
W tym roku idealnie wyczułem czas kiedy sezon zakończyć. Ostatni wypad miałem 16-tego listopada i to z fajnym efektem a już dwa dni po tym spadł u mnie śnieg. Niestety, ale obawiam się częstego scenariusza jaki występuje w mojej okolicy, czyli jak jak spadnie śnieg, nawet ten pierwszy, to już nie zejdzie do wiosny. Tym bardziej, że meteodruidzi zapowiadają mrozy do -10 w przyszłym tygodniu na pogórzu. Na całe szczęście kosztem jednego dnia pobytu na rewirze zdążyłem rozprawić się ze stertą drewna zakupioną "okazyjnie" od "nieznajomego" czyściciela lasów. Udało się dorwać cztery kubiki opału za grosze. No i stanąłem przed dylematem, albo tnę bo jest pogoda, albo w las... Dodając do tego wieczny jęk w domu jaki to ze mnie leń wybrałem opcję pierwszą. Na szczęście ten "leń" zakupił nową piłę stołową miesiąc wcześniej, pięć minut na zmianę tarczy i jazda! Gdy skończyłem już na grzyby sił brakło. No ale wiadomo, zimą w piecu grzybami palił nie będę, choć w tym roku to może by się nawet dało, gdyby tak zbierać wszystkie grzyby i suszyć na słońcu za darmo... Skoro ludzie już pokupili na opał owies, pszenicę, pestki z wiśni a inni mają pełne boksy opałowe ziaren kukurydzy, to może i grzybami można by palić. Hm... Że też o tym nie pomyślałem wcześniej! Przecież zamiast jechać samym autem mogłem dopinać przyczepkę i za każdym, razem te "lepsze grzyby" w koszyku wieźć a te "gorsze" - gołąbki, muchomory, trujaki, na przyczepkę i przed dom na trawniku suszyć! W tym roku susza była okropna, to by wszystko mi wyschło na "wiór opałowy". No ale tak to jest, Polak zawsze mądry po szkodzie. Anuluję ostatnie zdanie! W tym roku mam najtańszy węgiel w życiu. Tak, to nie pomyłka. Przypadkowo będąc na składzie węgla w maju zagadałem ze znajomym pracownikiem "co tam Pani w polityce", od kielonka do kielonka postawiliśmy zakład, że jutro przyjeżdżam po węgiel! Niby niemożliwe, bo kto na wiosnę wyskoczy a ponad 5 kafli ot tak, tym bardziej tutaj w Bieszczadach! Ale ja przegrywać nie lubię zakładów, tym bardziej że mogłem wygrać całkiem przyzwoitego "wiskacza" wprost z importu zza wschodniej granicy jeszcze z zabytkową "przedwojenną" banderolą UA. Szybka "chwilówka" po rodzinie i znajomych, mały debecik w banku i dwa dni potem mam pod chałupą ponad 4 tony "czarnego złota" i to z KWK Wesoła! No i mam "wiskacza" do tego. Musiało minąć dwa miesiące abym przebolał taki wydatek, ale warto było. Jakież było moje zaskoczenie, gdy w TV ogłosili, że dadzą każdemu 3 kafle kto pali węglem. Pierwszy raz miałem ochotę ucałować mój stary telewizor, jedynie warstwa kurzu na jego szklanym ekranie skutecznie mnie do tego zniechęciła. Szybciutko sobie przeliczyłem, wychodzi po niecałe 500 zł za tonę węgla i to tego najbardziej kalorycznego z najlepszej kopalni. I kto tutaj jest niezaradnym leniem? Wszyscy płaczą, że tona węgla po prawie 4 kafle a mnie wychodzi jedno zero mniej? Szybka myśl- może by teraz opylić ten węgiel po 3 kafle?? Ale NIE, bo przecież nie będę palił w piecu pieniędzmi, mogłem palić grzybami ale tutaj zawaliłem sprawę.... No cóż, zawsze jakiś dylemat człowiek ma. A może zimy nie będzie... Będzie! Już jest, przylazła jak co roku... Za oknem biało, sypie a nic się nie topi. Gapię się przez okno... Zegar wskazuje 15:30, robi się ciemno, Halny wyje za oknem jak zmora okradając mi chałupę z resztek ciepła. Walę się na łóżko i nagle cóż widzę? Albo już przysnąłem, albo ten dżem zjedzony na kolację było zepsuty i mi zaszkodził? No chyba te jabłka zjedzone przed kolacją nie były sfermentowane żeby mi etanol takie psikusy robił? Przecieram gały ręką ze zdumienia i nadal widzę GRZYBY! Rosną DWA w doniczce z kwiatkiem. Psychoza czy co? Sezon zakończony a ONE mnie nadal prześladują! Już kilka razy w tym sezonie nie dawały mi wyjść z lasu! Po mimo pełnego kosza, wiadra, reklamówki nie mogłem wyjść, bo gdzie się nie obróciłem stał kapelusz, ciągle nie miałem do czego zbierać, nawet do czapki zbierałem, bo tyle tego było. Dwa razy chcieli na Policję dzwonić ode mnie z domu, bo ciemno a mnie nie ma. A ja walczyłem z "potworami", bo mnie nie puszczały z lasu! Dopiero jak się robiło ciemno to ich nie widziałem i mogłem wracać, choć jednego razu i po ciemku prawdziwki zbierałem, bo je jeszcze widać- wszak są białe, kozaki po konturze poznawałem na tle księżyca. I już liczyłem, że ten horror się skończył.... A tu ZNOWU???Ale już znam antidotum! Zgaszę światło, wyłączę komputer, niech nie widzę tych "sabotażystów grzybowych" w tej donicy. Pora spać. PSTRYK...... Ale wiem że one nadal tak są.... Sorry ale się rozpisałem, czasem nie nachodzi.