duża wersja fotografii z doniesienia

fotografia z grzybobrania
© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii, a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
Witajcie ludziska! Kończy się u mnie sezon, w przyszłym tygodniu zapowiadają nawet do -10 stopni u mnie w Bieszczadach. Zatem dziś postanowiłem wykonać ostatni lot nad moim rewirem. W sumie upał jak na listopad, prawie 8 stopni ciepła. Kończę sezon jako król polowania, bez porażki!! Wyjątkowo trudny ten ostatni patrol, musiałem pokonać ok10km na butach.. Oto co nazbierałem w lesie w którym grzybów już przecież nie ma. W koszu wylądowały- PRAWDZIWEK 6 szt, koźlarz pomarańczowożółty 4 szt, koźlarz babka 5 szt, borowik ceglastopory 5 szt, podgrzybek złotawy 1 szt, garstka pieprznika trąbkowego.
Tak jak wyżej, piszę DZIŚ ZAMYKAM SEZON. Miałem dziś mieszane uczucia, czy jechać na patrol grzybowy, ale rano było dość ciepło (ponad 0 stopni) a potem jeszcze pocieplało na prawie 8 stopni a do tego prognozy są marne, bo meteorolodzy zapowiadają na pogórzach nawet do 10 stopni mrozu. Zatem decyzja- jadę! Mimo, że zjechałem z nocnej zmiany, zmęczony to jednak sezon trzeba jakoś zakończyć, bo potem po mrozie będę łaził. Optymalnie ok. 13-tej w auto i jadę, nastawienie słabe, bo ostatnio nie poszalałem przecież ze zbiorem.... I już mam do mojego rewiru jakiś kilometr, gdy droga zamknieta!! Asfalt zbierają. No to po mnie. Znam drugą drogę polną, ale tam jest ciężko, bo kąt zejścia jakieś 60-70 stopni i nierówno, nawet dla mojej terenówki to jest za ostro, do tego błoto, nie zaryzykuję dachowania. Ale jeszcze jedna myśl mi przyszła do głowy. Mam do tego pasma górskiego spod domu kilometr, droga zawsze była fatalna bo same doły wypełnione wodą i błoto, nawet na reduktorze ciężko się po tym jechało, bo mam gumy zwyczajne zimowe. Ale przypomniałem sobie, że jeden sąsiad ostatnio wracał tą drogą i to zwyczajnym busem. Jakim cudem myślę?? Poza tym skoro wracał jak tam pojechał? Czyli "telefon do przyjaciela" i już wiem, ten sąsiad ma pole pod lasem i sobie tam zrobił daczę, ale aby z tego korzystać musiał drogę zrobić! No to jadę. Faktycznie, droga jak marzenie w porównaniu do tego co było. Po 10 minutach stoję pod lasem. Teraz druga część imprezy- mam jakieś 5 km do moich miejsc, zatem koszyk w łapy i do lasu! Wspinam po błocie w górę, teren znam bardzo dobrze. Jeszcze jedna zaleta to to, że od razu lecę przez miejsca na ceglaki ale cienko, jednego dobrego mam a dwa trepy. Po 20 minutach jestem już w pierwszym lesie mojego rewiru, za nadzieją na novemberusa ale nic nie ma! Lecę tam i z powrotem półkami w prawie pionowej ścianie. Bez efektu. Jestem wściekły. Nie ma totalnie nic, żadnego nawet maślaka! Za kolejnej półki wychodzę w górę i zmieniam trasę, po kolejnych minutach schodzę na miejsce gdzie spodziewam sie ceglaka, widzę jest kopiec z liści, wyciągam nożyk i cyk kijem kopczyk a tu nie do wiary PRAWDZIWEK! Robię fotkę i do koszyka go! Ale zaraz, zaraz - niżej stoi drugi z maluchem u podstawy, hehe to to mam swojego kolejnego listopadówego prawdziwka.. Dobra to teraz w stary las, może czerwonego znajdę! No i udaje się, mam dwa, do tego brązowe kozaki. Jest pięknie,, koszyk coraz cięższy się robi. Ale nie odpuszczam Walę zatem na zagajnik, może jeszcze jakiś czerwony? Ale na zagajniku tylko brązowe kozaki znajduję, już mam wychodzić a tu kolejne dwa prawe mnie żegnają! Ale robi się późno i ciemno, jest prawie 15-ta, a do auta mam kilka km. Spinam się mocno, lecę choć nie jest łatwo bo samo błoto na drodze i omal dwa razy nie wylądowałem na plecach! Ale wiem, że o 16-tej jest noc u mnie zatem szybko.... po drodze jeszcze trafiam jakieś ceglaki.. Ufff, wreszcie jestem na dole przy aucie. Siadam i wio do chałupy przez pola. Staję pod drzwiami, głodny, bo zjadłem o 8-mej trzy kromeczki chleba z twarogiem, siły ze mnie uciekły jak powietrze z dziurawego balonu, ale jestem szczęśliwy! Koszyk jest do połowy pełen. Dałem dziś popis, jak mówiłem ostatnio w robocie, że na grzyby jadę to każdy się w głowę pukał, jakie grzyby??? Hehehe. ciekawe co by teraz powiedzieli widząc co mam. I to prawdziwki świeżutkie, z białą siateczką. Coś pięknego. Szkoda, że to już ostatni raz w tym roku! To był najlepszy sezon w moim życiu. Ale za rok znowu polecę na swoje rewiry. Do zobaczenia w przyszłym sezonie!! Czarny Orzeł z Karpat kończy obloty, czas odpocząć! Pozdrawiam Was z Bieszczadów. Czekam na zimę. Lasom Cześć!