duża wersja fotografii z doniesienia

fotografia z grzybobrania
© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii, a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
Podsumowanie sezonu 2021. Magia kilku minionych mroźnych śnieżnych świątecznych dni skłoniła mnie do refleksji a dzień odpoczynku po świątecznym obżarstwie (tudzież pijaństwie) umożliwił mi ubranie przemyśleń w słowo pisane:
Dla takich dziwaków jak ja leśny sezon trwa 365 dni w roku. Co prawda niestety nie mogę przeznaczyć na las 365 dni, ale jak już nastanie ten leśny dzień, staram się wykorzystać każdą jego minutę a nawet każdą sekundę aby zaczerpnąć dłonią jak najwięcej leśnych sekretów. A sekretów są nieskończone ilości i niby wydawać by się mogło, że znamy już wszystkie tajniki życia, to tak naprawdę nic nie znamy. A że jednym z moich dziwactw jest również "focenie" staram się udoskonalać wszelkie jego techniki tak aby klapnięcie lustra zatrzymało w czasie to, co już w niedługiej przyszłości może pozostać tylko w postaci ciągu zerojedynkowego na cyfrowym nośniku danych. I tak w 2021 roku stosownie: STYCZEŃ - Pierwsza dekada ze względu na wręcz jesienną pogodę pozwoliła pozachwycać się zarówno późnojesiennymi grzybkami (ze zbiorem kilkunastu kurek 3 stycznia) jak i całą plejadą kisielnic, galaretnic etc.. Dwie pozostałe dekady pod znakiem śniegu pozwoliły co prawda na dojrzenie płomiennic i boczników, ale najwięcej frajdy sprawiły mi obserwacje czterokopytnych wygrzebujących z zasp pożywny zielony przemarznięty rzepak. LUTY - (podkuj buty) Jak to na luty przystało śnieg i jak to na Wschód przystało siarczysty mróz. Warunki słabe na grzyby ale przemrożone H2O petarda, oprócz bajecznych widoków mogłem przemierzać bagna wzdłuż i wszerz suchą aczkolwiek przemarzniętą stopą. Dopiero pod koniec miesiąca lody odpuściły i odsłoniły wyżej wymienione jak również sypnęło trąbką otrębiastą, czarkami i całymi koloniami grzybówki dzwoneczkowatej. MARZEC - (jak w garncu) Trochę jeszcze z zimowych jak i również pierwsze grzybowe jaskółki. Miesiąc pod znakiem czerwieni czarki z pierwszą fałdką, która jak się później okazało wyrosła na olbrzymią piestrzenicę. KWIECIEŃ - (tym razem nie plecień) Czerwień czarek została złamana zielenią zawilców, a wśród tych zawilców eksplodowały fałdki wszelkiej maści. Czas kwitnienia zawilców nałożył się ze szczytem rozwoju smardzówki czeskiej, mitrówki półwolnej, piestrzenicy olbrzymiej i oczywiście twardnicy bulwiastej, co zaowocowało wręcz bajkową scenerią. MAJ - (pierwsze anomalie) Kolejne ogniska smardzówki czeskiej oraz bardzo obfite stanowiska piestrzenicy kasztanowatej, która królowała przez cały miesiąc. Dopiero pod koniec maja zaczęły wyskakiwać czernidłaki błyszczące, drobnołuszczaki jelenie i bejecznie efektowne ruliki nadrzewne. Tym razem maj nawet bez jednej kureczki, nawet bez jednego kozaczka i nawet bez jednego usiatka. CZERWIEC - (anomalii cd.) Pierwsze dni upłynęły pod znakiem zachodniopomorskich buków, gdzie mogłem poobcować z żółciakiem siarkowym. Pierwsze kurki odnotowałem 5-go już w rodzimym lesie, a na pierwsze koźlarze grabowe i usiatka musiałem wyczekiwać aż do 20-go. No cóż czerwiec bez koźlarza czerwonego, smuteczek. LIPIEC - W wigilię święta niepodległości zza oceanu, wielkie święto w moim lesie. Pierwszy kontakt z ukochanymi i to od razu w ich najlepszej dębowej odsłonie, niestety na moje nieszczęście umiarkowanie bez masowych wysypów. Masowe wysypy za to odnotowywał przez cały miesiąc koźlarz grabowy, za którym ganiałem dosyć często nawet i poz zmroku. SIERPIEŃ - Ten miesiąc okazał się dla mnie łaskawy, mogłem sobie poużywać. Masowo kurki, masowo grabowe, czerwone ze szlachcicami umiarkowanie. 21-go letni wysyp opieńki, 28-go nadzwyczajny jak na moje lasy megawysyp płachetki kołpakowatej a od 29-go menu urozmaiciły podgrzybki. WRZESIEŃ - 11-go czerwona kartka do czerwonodębowego koźlarzowego kalendarza i jak się później okazało jedyna taka kartka w roku, kilka bajecznych stanowisk o liczebności 20+. Wraz z czerwonymi 12-go bardzo obfity wysyp opieńki ciemnej i jak się później okazało niestety właściwy wysyp jesienny. Uprzednia świetność grabowych z każdym dniem przechodziła do lamusa, pomarańczowożółte i szlachcice umiarkowanie bez fajerwerków, a weekendowy wypad w zachodniopomorskie zakończył się nawet bez poobcowania z bukami. Aczkolwiek warto zaznaczyć, iż jak na moje lasy piaskowiec modrzak odnotował niespotykanie obfite wysypy, jak również patyczka lepka tworząc bardzo rozległe i liczebne kolonie mocno zamieszała w moich uczuciach. PAŹDZIERNIK - 16-go przedwczesne ostatnie tango z czerwonymi, cóż za dziwny sezon. Pozostały mi tylko piaski. A na piaskach również bez rewelacji. Fala kolejnych rannych przymrozków zrobiła swoje, teoretycznie tylko 2 podgrzybkowe miejscówki chciały ze mną współpracować i obdarowywały mnie podgrzybkową młodzierzą. Taka sytuacja wymusiła u mnie konieczność zmiany taktyki. Ilość zamieniłem na jakość co okazało się kluczem do sukcesu, fotosukcesu. LISTOPAD - Długowyczekiwany dzień niepodległościowy, który przez kilka kolejnych minionych lat przyzwyczaił mnie do święta szczytu podgrzybkowego wysypu na nadbużańskich piaskach tym razem przyniósł chłodny prysznic. Co prawda jeszcze do końca miesiąca odnotowywałem zbiory o liczebności +- 100 szt., aczkolwiek aby osiągnąć ten wynik musiałem wykazać się nadzwyczaj anielską cierpliwością w pozyskiwaniu każdego kolejnego niezaczerwionego podgrzybka. Z gąskami zielonymi l niekształtnymi było jeszcze gorzej. GRUDZIEŃ - Koło historii się zamyka, wraz z nadejściem mrozów i opadów śniegu poluję na okienka pogodowe z odwilżą aby móc popodziwiać zimowe cuda w herbie z płomiennicami, kisielnicami i galaretnicami. W podsumowaniu pragnąłbym wyrazić z pokorą, iż pomimo bardzo ilościowo "słabego" sezonu w klasyki, odnotowałem kilka ewenementów. Pierwszy raz w życiu widziałem takie ilości piestrzenicy kasztanowatej, utrzymującej się przez 1.5 miesiąca do końca maja. Pierwszy raz w życiu widziałem w moim lesie liściastym takie ilości piaskowca modrzaka. Pierwszy raz w życiu widziałem w moim lesie liściastym takie ilości płachetki kołpakowatej. Pierwszy raz w życiu widziałem takie ilości patyczki lepkiej. Nauczmy się w niesprzyjających okolicznościach zatrzymać się, uspokoić oddech, oddalić złe myśli, a dostrzeżemy wnet mnóstwo "perełek", które nasz nakręcony i pędzący donikąd na co dzień umysł ignoruje. I tym mniej lub bardziej optymistycznym akcentem życzę wszystkim forumowiczom Wszystkiego Najgrzybszego w Nowym Roku. Pozdrawiam.