duża wersja fotografii z doniesienia

fotografia z grzybobrania
© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii, a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
I znowu zima, czas podsumowań sezonu 2021. Dziwnego sezonu, pierwszego od 2017 roku, w którym ilość wyjazdów z pustym koszem była większa niż tych z pełnym. Sezonu doskonałego, jeśli chodzi o opady, no może oprócz skrajnie suchego października. Tradycyjnie piszę podsumowanie w ukochanym regionie SK, choć gros grzybobrań była w okolicznych, mazowieckich lasach.
Sezon zacząłem z końcem czerwca z sukcesem kurkowym, kilka kolejnych wyjazdów kończyło się zbiorem 4-5 litrów kurek, ilością wystarczającą do zrobienia zapasów, codziennych posiłków i możliwością podarowania kilku miseczek znajomym. W międzyczasie wakacje w dolnośląskiem, raczej na pusto, choć jeden sukces był, znalezienie przyzwoitych ilości pieprznika bladego. Do dziś pamiętam uśmiechniętą minę gospodarzy, zapalonych grzybiarzy, którzy nie wierzyli, że w pobliskich im lasach można "wyczarować" te aromatyczne, smaczne grzyby. Po powrocie znowu kurki w mazowieckiem i pierwszy wyjazd w świętokrzyskie. Setki pięknych borowików i dziesiątki koźlarzy dębowych z tysiącami robaków. Do koszyka trafiło 1/10 kawałków grzybów, z tego 1/2 trafiła do kosza w domu. I to był jedyny, letni wysyp, który ciągnął się do połowy września z tym, że z dnia na dzień grzybów było mniej i w dużej części robaczywych. W międzyczasie przegapiłem wysyp na wschód od Warszawy, rydzów nie namierzyłem (pojedyncze sztuki) i jedynie co mi się udało, to zebranie sporych ilości gąski liściowatej (podziękowania dla Gucia i Niszcza za wskazówki). Od połowy września żyłem pewnością, że jesienny wysyp przyjdzie. I tak czekałem, czekałem i się nie doczekałem, coś niecoś do kosza wpadło, ale z reguły było to nic albo raptem kilka grzybów. Cóż, po obfitych i pełnych sukcesów poprzednich latach bywa i tak;-) Świętokrzyskie odwiedziłem jeszcze raz, w październiku, popatrzyłem na szadź na polanach, na kolorowe buki, pozwiedzałem nowe miejsca i pożegnałem z nadzieją, że leśnicy nie zdewastują tych lasów na przyszłe lata. Sezon zakończyłem 12 listopada zdjęciami kilkunastu starszych podgrzybków i kilku robaczywych zielonek. Wszystkiego dobrego Czytelnikom, czytam prawie wszystkie Wasze doniesienia, a że nie zawsze się dopisuję? Po prostu, rzadko mam coś sensownego do dodania. Do następnego roku, jaki by nie był - zawsze coś się znajdzie;-)