duża wersja fotografii z doniesienia

fotografia z grzybobrania
© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii, a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
Na dzień 16.07.2021 r. Wzgórza Twardogórskie wciąż były bezgrzybne, bardzo sporadycznie pojawiły się kurki. Jagody w kulminacji sezonu, lipcowy las zaczarowany jak zawsze. ;-)
Darz Grzyb! ;-) Piątek, 16 lipca 2021 roku. Przychodzę kilka minut przed odjazdem pierwszego pociągu do Bukowiny Sycowskiej. Dochodzi 5 z rana. Siadam wygodnie w przedziale. Za chwilę przychodzi Pan Mirek – serdeczny znajomy i obdarowuje mnie starym rozkładem jazdy, w którym znajdują się m.in. połączenia kolejowe na trasie do Bukowiny Sycowskiej oraz atlasem grzybów z 1966 roku. Dla mnie to niebywałe rarytasy! Dziękuję serdecznie! W doborowym towarzystwie jadę do lasu. Godzina mija szybko. Pan Mirek jedzie do Bukowiny, a ja wysiadam stację wcześniej w Twardogórze. Długo zastanawiałem się, czy też nie pojechać od razu do Bukowiny, ale w Twardogórze i jej okolicach miałem do wykonania kilka zdjęć drzew w stanie ulistnienia, które wkrótce będę opisywał w ramach cyklu pereł dendroflory. Chodziło mi o cztery okazy. Do dwóch jednak nie docieram, ponieważ teren wokół nich jest obecnie gęsto i grubo zarośnięty, a więc zaprezentuję je wyłącznie w szacie bezlistnej. Początek mojej wyprawy to szaleńcze tempo. Wprawdzie cały dzień był przede mną, ale chciałem jak najszybciej zaszyć się w lesie na zbieraniu jagód, a ponieważ odległość od stacji w Twardogórze do dobrych stanowisk jagodowych jest duża, narzuciłem sobie bardzo szybkie tempo. Przez Twardogórę przeleciałem jak burza, na szczęście nie odnotowano z tego powodu strat i znalazłem się za Przysiółkiem “Wesółka”. Tam błyskawicznie załatwiłem sprawę fotografii drzew i pozostał mi jeszcze cmentarz w Goszczu, na który szedłem możliwie najkrótszymi drogami przez pola i łąki. Pogoda była przyjazna do szybkiego przemieszczania się. Przede wszystkim było pochmurnie (Słońce jeszcze nie paliło), niemniej w powietrzu czuć było zbliżającą się duchotę. Po cmentarzu bardzo szybko, także znanymi dróżkami na skróty znalazłem się w lesie. Jak spojrzałem na zegarek to byłem mile zaskoczony, że tematy dendrologiczne załatwiłem w nieco ponad godzinę. Teraz wyruszyłem w kierunku lasów znajdujących się w pobliżu Przysiółka “Czwórka” i Domasławicami. Zależało mi, aby przed 7:30 porządnie wziąć się do jagodowej roboty. Po drodze przeszedłem przez jedno z miejsc, w których ktoś pobudował szałasy (być może harcerze). Starannie wykonane, z pomysłem i wykorzystaniem materiału leśnego oraz zagłębień terenu. Podobne spotkałem w maju w Borach Dolnośląskich. Tuż za nimi zaczynają się porządne lasy jagodowo-grzybowe. Słońce nieśmiało przebija się przez chmury, ale wciąż na niebie dominuje zasłona z pary wodnej pod postacią różnych rodzajów chmur piętra średniego i wysokiego. Spojrzałem w telefonie na mapy radarowe, kilkadziesiąt kilometrów dalej powstała burza, ale patrząc na jej tor przemieszczania się, wątpię, czy tutaj dotrze. Przychodzę na stanowiska jagodowe. W tym roku za każdym razem zbieram jagody w innym rejonie. A przecież podczas tej wycieczki, pierwotnie miałem w planie zbierać jagody w lasach bukowińskiej klasyki, czyli między Bukowiną a Golą Wielką. Wylądowałem jednak tutaj. Klasykę odwiedzę następnym razem i to już nieodwołalnie. Rozpoczęła się wielogodzinna skubanina jagód i stopniowe przemieszczanie się w kierunku do Bukowiny. Ponieważ tereny te są piękne, malownicze i bardzo przyjemne do chodzenia, co jakiś czas pstrykam leśne fotki. W planie mam też do sprawdzenia kilka stanowisk grzybowych. Zielonej tężyzny nabrały wrzosy. W sierpniu pokryją się fioletowymi kwiatami, zwiastując nadchodzący schyłek lata i płynne przejście do meteorologicznej jesieni. Po drodze degustuję – podobnie jak podczas poprzedniej wycieczki – leśne maliny. Niektórzy znajomi mówią mi, że dłuży im się czas przy zbieraniu jagód. Mi ucieka bardzo szybko. Przed południem Słońce zaczyna osuszać powietrze na tyle skutecznie, że pochmurna zasłona pęka coraz częściej. Robi się gorąco, a to dopiero początek najcieplejszego oblicza tego dnia. Takie warunki to dla mnie nic nowego. Ile to razy zbierało się jagody w znacznie bardziej niekorzystnych i upalnych okolicznościach. Dam radę, chociaż poczucie komfortu kurczy się i obniża. Za to pojawiają się motyle. Latają bezszelestnie, niemniej czasami wydaje mi się, że ich delikatne skrzydełka generują jakieś dźwięki, szczególnie, jak motyle latają blisko siebie lub roślin. Podpatruję ich taniec na kwiatach. Są bardzo czujne, pomimo, że pracują sumiennie i w skupieniu. W między czasie sprawdzam też kilka miejsc, w których liczę na znalezienie jakiegoś kapelusznika. Doniesienia grzybowe z terenów górskich mocno zaostrzają apetyt na znalezienie kilku grzybów, jednak poza kilkoma gołąbkami, miejscówki grzybowe świeca pustkami. Jedynym incydentem grzybowym okazują się 3 kurki. Nachodziłem się wokół miejsca w których rosły na wszystkie strony świata, jednak nie znalazłem już ani jednej sztuki. Także następne miejsca na pieprzniki świeciły pustkami. W zeszłym roku kurki rosły znacznie liczniej na przełomie czerwca/lipca. Przez cały dzień wolno przemieszczałem się w kierunku Bukowiny. Początkowo chciałem zdążyć na pociąg o 18, ale było to nierealne, ponieważ nie dałbym rady nazbierać dodatkowego pojemnika jagód. Postanowiłem więc zostać do ostatniego pociągu, który w obowiązującym rozkładzie jazdy wyrusza z Bukowiny o 19:52. Wkroczyłem na tereny leśnej gospodarki, w której można podziwiać plantacje i uprawy sosnowe. Wielu znajomych krytykuje tego typu lasy, wskazując na ich zubożenie, niską wartość biologiczną, podatność na choroby, monotonię i ogólną ich mizerotę. Z drugiej strony, część z nich bardzo docenia komfort chodzenia po takich lasach, przyjemność w zbieraniu grzybów, jagód, borówek i innych leśnych darów. Prawda jak zwykle leży gdzieś po środku. Ja w dużym stopniu wychowałem się właśnie na tego typu lasach i uwielbiam się po nich włóczyć. Dla osób starszych, mniej sprawnych fizycznie lasy gospodarcze są najbardziej komfortowe. Mogą po nich swobodnie, bez większego trudu i wysiłku przemieszczać się, a i do koszyka przy okazji coś zbiorą. Dlatego tego rodzaju powierzchnie leśne są jak najbardziej potrzebne, nie wspominając też o bardzo ważnej ich funkcji, jaką jest dostarczanie surowca drzewnego, z którego korzystamy codziennie na dziesiątki sposobów. Pomijam kwestię innych, bardziej różnorodnych przyrodniczo lasów, gdzie postuluje się o ograniczanie wycinek i objęcie ich ochroną. Patrząc na lasy gospodarcze nie przez pryzmat leśnych plantacji czy upraw, a przyjmując jako dar, który możemy oglądać, czuć i korzystać z niego, wydaje się, że dostrzeżemy w nim niejedno oblicze piękna i nieskończoności. Te dwa pierwiastki urzekają mnie za każdym razem, zwłaszcza, jak przebywam w nich wiele godzin. Wielohektarowe, podobnie wyglądające i pachnące żywicą sosnowe przestrzenie są idealne na spokojne, bezstresowe wyprawy. Emanują leśnym relaksem i duchowym ładem, dostarczają wielu pozytywnych wibracji, ale przede wszystkim stanowią idealną odskocznię od codzienności w sosnową niecodzienność. Wkrótce będę kończył zbiory jagód na ten rok, planuję jeszcze jedną wyprawę jagodową, maksymalnie dwie, przy czym jedna z nich musi mieć miejsce w starych miejscówkach jagodowych, czyli w tych, gdzie uczyłem się cierpliwości ich skubania jako mały dzieciak. Bez tego leśniczy nie zaliczy mi sezonu jagodowego i nie dopuści do sezonu grzybowego. ;)) Cała relacja z fotografiami pod linkiem: https://www.lenartpawel.pl/twardogorsko-bukowinski-marsz-jagodowy.html Pozdrawiam miłośników leśnego włóczęgostwa i szaleństwa! ;-)